poniedziałek, 16 listopada 2009

Indywidualista


Na zdjęciu: plaża w Heringsdorfie w czasie bicia rekordu tzw. "dreptania w wodzie". Jeden pan różni się od pozostałych osób w tym towarzystwie. Zgadnijcie który...

niedziela, 4 października 2009

Okaleczone Świnoujście


Chciałem napisać post o tym jak Świnoujście, a w szczególności Warszów został okaleczony, o tym jak ludziom wciśnięto kit o gazoporcie (zdaniem idiotów „nowej atrakcji turystycznej Świnoujścia”), o ”bezpiecznym naturalnym gazie”, który ani nie wybucha ani się nie zapala (Zapala się, zapala. I wybucha też. Były przykłady w Cleveland i Algierii), a także szeregu innych spraw związanych z inwestycją, która - o zgrozo! - cieszy podobno wielu mieszkańców tego naszego „zielonego kurortu”. Ograniczę się jednak do osobistego wyznania w tej kwestii. Ten wycięty las, ta plaża, to najpiękniejsze praktycznie miejsce na Warszowie, a jedno z najpiękniejszych w ogóle w Świnoujściu, miejsce mojego dzieciństwa do którego tak chętnie wracałem, gdy mieszkałem jeszcze w Szczecinie, a później w Myśliborzu - zostało zdewastowane. Boli mnie to tak bardzo, że nie mam ochoty patrzeć w tamtą stronę. Poza tym jestem wkurzony. Niestety, nic nie mogę zrobić...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Polityczny aspekt wikingów



Byliście na Festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie? Chwilę po tym jak korowód uczestników ruszył ulicami miasta na scenie stanęła grupa polityków (lokalnych i nie-lokalnych) i rozpoczęły się nudne i długie przemówienia. W tej gromadce najbardziej wyróżniał się wicemarszałek Witold Jabłoński ubrany w strój wczesnośredniowiecznych Słowian. Podziękował Stowarzyszeniu Słowian i Wikingów za pracę, którą od lat wkładają w organizację festiwalu - szczególnie Wojciechowi Celińskiemu i Tomaszowi Wojtczakowi. To były przemyślane słowa. Nikt z przedstawicieli gminy nie wspomniał o stowarzyszeniu. Dlaczego? Chodzi o konflikt, który ostatnimi czasy chyba coraz bardziej przybiera na sile. Ten konflikt trwa na linii stowarzyszenie - burmistrz - radni.

Jedziemy dalej. Ptaszki ćwierkają, że burmistrz Wolina nie za bardzo kwapił się, żeby pokazać ministrowi Bogdanowi Zdrojewskiemu skansen, który - przy dużym wsparciu marszałka - udaje się stowarzyszeniu rozbudowywać i który jest największą bodaj atrakcją w gminie; w którym odbywały się największe wydarzenia festiwalu, m.in. widowiskowe bitwy, czy inscenizacje. Wolał mu pokazać muzeum. Ale - oczywiście - W. Jabłoński wyjaśnił ministrowi o co chodzi i minister jednak skansen obejrzał…

Pomijając samo rozpoczęcie festiwalu w skansenie widywałem (i to każdego dnia) wicemarszałka/wczesnośredniowiecznego Słowianina W. Jabłońskiego, a burmistrza i radnych - w ogóle. Oczywiście, mógł być to tylko przypadek…

Kolejna sprawa - chyba najsmutniejsza. Jedna z przedstawicielek placówki podlegającej pod burmistrza zakazuje dziennikarzom rozmawiać z Wojciechem Celińskim, gdy piszą o festiwalu. Uzasadnienie: „To nie stowarzyszenie organizuje festiwal, ale MY. Pan Celiński uprawia swoją własną politykę”. Nie chciałem o tym pisać, ale okazuje się, że już chyba wszyscy w Wolinie o tym wiedzą. Ciekawe skąd…

Jest pewien pozytywny aspekt konfliktu pomiędzy stowarzyszeniem, a włodarzami miejskimi. Przynajmniej dla mnie. Nie przepadam za politykami. Większość (większość - nie wszyscy) to fałszywi ludzie. Potrafią każde wydarzenie kulturalne, czy rozrywkowe zmienić w swoją kampanię wyborczą lub też imprezę dla przydupasów. Więc może dobrze, że nie musiałem oglądać ich w skansenie. Gorzej jednak - że to oni decydują, ile pieniędzy przeznaczyć na festiwal, kto jest organizatorem, a kto nie, kto może stanąć na scenie, a kto tylko popatrzeć z dołu. Mało tego - wykorzystując swoją funkcję - mogą próbować zastraszyć. Jeden z radnych chciał wezwać W. Celińskiego na sesję, bo ten śmiał (o niedobry!) coś złego powiedzieć na temat rajcy.

Fajnie, że wicemarszałek wspiera stowarzyszenie i widzi w skansenie na wyspie Ostrów perspektywę dobrej reklamy dla całego województwa. W pełni się z nim zgadzam. Sam - uwielbiam to miejsce. Z wrodzonej nieufności wobec polityków zastanawiam się jednak, czy marszałek po prostu ma głowę na karku, a jego pomoc jest bezinteresowna, czy jest to część jakiejś gry.

Edycja postu po iluś tam dniach.

Druga wersja wydarzeń:

Okazało się, że mój blog odwiedzają nie tylko znajomi, ale także pracownicy wolińskiego magistratu i jednostek podległych burmistrzowi. Jedna z tych osób (to osoba publiczna, ale z dobroci serca - zgodnie z prośbą - nie publikuję nazwiska) ma całkiem inną wersję wydarzeń przedstawionych przeze mnie powyżej. Postaram się ją pokrótce przedstawić: otóż wiele informacji zawartych we wpisie powyżej to wg niej (tej osoby) bzdury. Otóż burmistrz nie miał czasu, żeby być częściej w skansenie, bo jako organizator zajmował się szeregiem innych spraw związanych z festiwalem. Zdaniem tego anonimowego pracownika nie było też tak, że minister był odciągany od skansenu w stronę muzeum. Dowodem ma być plan pobytu ministra w Wolinie, w którym jednym z punktów są odwiedziny skansenu. Co do stowarzyszenia to - zdaniem tej osoby z placówki podległej burmistrzowi - nie jest ono wcale takie bez winy w całym konflikcie, a wręcz przeciwnie - to ono jest złe, jego członkowie są wyniośli, mają wobec gminy postawę roszczeniową, itd.

Pytanie: Wierzę stowarzyszeniu, czy osobie podległej burmistrzowi? Nie wiem, komu wierzyć. „Wikingów” po prostu lubię. 

wtorek, 9 czerwca 2009

Nieważne, że źle. Ważne, że mówią.

Kolejny przykład absurdu związanego ze znanym nazwiskiem. Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz, dziewiątka na liście śląskiego PO, świeżo upieczony europoseł. Kto to? To nie oldboy Kazio od Izabel, były premier Polski (a propos, w weekendowym SE przeczytałem, że Kazio niczym pies biegał ulicami Warszawy za sfochowaną kochanką) ani nikt z jego rodziny, tylko… facet kompletnie wyciągnięty z kapelusza, do PO zapisał się dwa miesiące temu…

Cytat z „Rzeczypospolitej”:
- Przez nazwisko znanego i lubianego byłego premiera miałem być „dostarczycielem punktów”, okazało się, że zdobyłem ostatni mandat do europarlamentu, naprawdę jestem mile zaskoczony. Cóż, super, dziękuję - tymi słowami Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz skomentował swój sukces.

Śląska PO sama sobie strzeliła gola, bo liczyła, że mandat przypadnie m.in. innemu kandydatowi, wicewojewodzie śląskiemu, który z partią jest związany od lat. No ale cóż… Ludzie woleli zagłosować na kogoś z nazwiskiem „znanego i lubianego byłego premiera”.

Właśnie tego „znanego i lubianego„ mnie zastanawia. Niektórym wydawało się, że Kazimierz skończył się wraz z tandetnym romansem z Izabel dzięki któremu dowiedzieliśmy się m.in., że wizerunek, kochającego męża i ojca (kreowany przed naiwnym narodem) był kłamstwem. Ten wizerunek Kazimierza „wzbogacony” został jeszcze o podejrzenia o zdradę stanu (chociaż cała sprawa ucichła). Przykład śląskiego Marcinkiewicza pokazuje, że ten właściwy Marcinkiewicz nadal może liczyć na poparcie rodaków.

Przy okazji zweryfikuję nieco poprzedni wpis. 160 tysięcy złotych miesięcznie - na tyle liczyć może miesięcznie polski euro-poseł. Z tego 4 tysiące dostanie na naukę języków.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Nie znalazłem "mniejszego zła"




Pięć lat kadencji, każdy miesiąc to 7665 euro brutto, zwroty kosztów za podróże i prowadzenie biur poselskich. Do tego dochodzi hajlajf poza nudną i szarą Polską… O co chodzi? Oczywiście o Parlament Europejski, o który żarli się ostatnio nasi politycy. „Żarli” się to odpowiednie słowo. Dyskurs podczas tej kampanii wyborczej opierał się na ogólnikach, drobnych kłamstewkach, obietnicach rzucanych na odwal się i oczywiście na wzajemnym obrażaniu się. Uważam, że w tym kontekście lepsze było pozostanie w domu niż wybieranie „mniejszego zła” (tj. polityka, który co prawda jest zły, ale nie tak zły jak inni).

Przyłożyłem wiec cegiełkę do tego, żeby zaniżyć frekwencję podczas eurowyborów i w niedzielę zająłem się swoimi sprawami. Oczywiście, znam argumenty wszystkich tych, którzy nakłaniają do chodzenia na wybory. Do buntu wobec rodzimej polityki mamy jednak prawo. Tak właśnie tłumaczę swoją niedzielną absencję. Nie rozumiem argumentów takich jak „Idź zagłosuj! Bo inaczej tego barana wybiorą”. A może ja właśnie sam zagłosowałbym na „tego barana”? To może lepiej zostanę w domu…

Cieszę się także, że eurowybory się zakończyły. Mam nadzieję, że europosłowie pozabierają plakaty, którymi obwiesili całe województwo. W ten weekend przejechałem trasą od Świnoujścia do Myśliborza, od Myśliborza do Stargardu, od Stargardu do Świnoujścia. Co widziałem? Nitras, Nitras, Nitras, Kochan, Liberadzki, Nitras, Nitras, Nitras…

A propos Nitrasa. Zasłyszany dialog:

ONA: "Głosowałam na Nitrasa"
ON: "Ale przecież to prostak i kłamca!"
ONA: "Nie wiem, nie znam go. Ale przystojny i z PO".

Na zdjęciu: Fotka autorstwa Artura Kubasika

wtorek, 26 maja 2009

Karnego nie było...



Mecz Floty Świnoujście z Motorem Lublin. Sędzia znowu nie dopatrzył się karnego. Był remis 1:1, który ucieszył broniących się przed spadkiem do II ligi piłkarzy z Lublina.

poniedziałek, 18 maja 2009

Artur czeka na fokę



Na zdjęciu: Fotoreporter Artur Kubasik w oczekiwaniu na martwą fokę, Świnoujście, poniedziałek (18 maja), gdzieś w okolicach g. 10. Artura fotografie można podziwiać w "Zachęcie" na wystawie "20 lat fotografii Gazety Wyborczej".